NASZ PATRON - ŚWIĘTY STANISŁAW KOSTKA

Twoja liczba znamieniem jest doskonałości,
A przezpiecznej obrazem Podkowa stałości.
Mniemam,  komu trzy krzyże przy Podkowie dano,
Miłość, wiarę, nadzieję w stałą w nim widziano.
Ta w kościele, ta w radzie, w boju ta świeciła:
Szczęśliwy, w kim znać jedną - cóż w którym taka siłą!

 
Mikołaj Sęp Szarzyński

        W 1550 roku w Rostkowie pod Przasnyszem w szlacheckiej rodzinie przyszedł na świat chłopiec, o którym nikt nie pomyślał, że zostanie ogłoszony świętym. Na chrzcie otrzymał imię Stanisław. Brat Stasia napisał po jego śmierci: „Rodzice wychowywali nas po katolicku. Nie przyzwyczajali do przyjemności, postępowali z nami surowo. Zaprawiano nas do modlitwy, uczciwości. Wszystkich czciliśmy, przez wszystkich byliśmy kochani". Mały Stanisław nie wyróżniał się szczególnie spośród rodzeństwa. Uważany był za dobrego chłopca, ale nie za świętego. Nie wszyscy wiedzieli, że modlił się więcej niż inni. A jego modlitwa świadczy, jak bardzo od dzieciństwa pragnął być blisko Pana Jezusa. W tamtych czasach nie było takich szkół jak dzisiaj. Do dwunastego roku życia Stanisław uczył się w domu. Gdy miał prawie 14 lat, razem ze starszym bratem wyjechał na naukę do Wiednia. Chłopcy uczęszczali do gimnazjum i przez jakiś czas mieszkali w domu prowadzonym przez zakonników, księży jezuitów. Nawet gdy Stanisław zamieszkał z bratem w prymitywnym domu, bardzo dużo się modlił, także nocami i pościł. W dzień - a gdy miał taką możliwość - także w nocy, nawiedzał Najświętszy Sakrament. Nie zawsze podobało się to starszemu bratu. Zapewne dlatego Stanisław nie przyznał się od razu, że czuje powołanie do życia zakonnego i że postanowił wstąpić do Towarzystwa Jezusowego. Gdy ojciec wezwał go do powrotu, Stanisław postanowił zrobić wszystko, by zrealizować powołanie służenia Bogu. Dobrze wiedział, że ojciec nigdy się na to nie zgodzi, dlatego postanowił nie wracać do Polski. Młody Kostka miał prawie 17 lat. Zostawił bratu list, w którym wyjaśnił swoje postępowanie. Przebrał się w skromne ubranie i potajemnie wyruszył pieszo w podróż z Austrii do Niemiec, prosił o przyjcie do zakonu. Szedł piechotą ponad miesiąc. Wielu podziwiało jego zachowanie. On sam dla wszystkich starał się być życzliwy. Stanisław przeczuwał, że niedługo odejdzie do Boga. Uważał, że zawsze należy być gotowym na spotkanie z Nim. Gdy 10 sierpnia 1568 roku zachorował, bardzo świadomie i spokojnie przyjął, że może umrzeć, choć nikt poza nim nie spodziewał się tego. Choroba okazała się śmiertelna. Wieczorem 14 sierpnia Stanisław wyspowiadał się, przyjął Komunię Świętą i sakrament namaszczenia chorych. Prosił kolegów o wybaczenie. Zmarł nad ranem 15 sierpnia w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.